Co jest najtrudniejsze w zawodzie lekarza?
16 Maj 2009
Qui nunquam male, nunquam bene
Kto nigdy nie postąpił źle, nigdy nie postąpił dobrze
Zawód lekarz, to moim zdaniem najlepszy i jednocześnie najpiękniejszy wybór z możliwych, ale…
Jest wiele trudnych aspektów związanych z wykonywaniem tej pracy, takich choćby jak…
Podejmowanie decyzji związanych z konfliktem interesów Państwo/Pacjent np. gdy samotna kobieta na rencie z bardzo silnymi dolegliwościami bólowymi spowodowanymi chorobą zwyrodnieniową kręgosłupa prosi o przepisanie tramadolu (lek silnie działający przeciwbólowo) na receptę z literką P, argumentując, że z powodu innych chorób wykupuje leki za kilkaset złotych i ją na tak drogi tramadol nie stać, a nic innego na nią nie działa.
(magiczna literka P w praktyce oznacza, że lek będzie dla Pacjentki tańszy, ale Państwo godzi się na jej dopisanie tylko w sytuacji, gdy chorobą przewlekłą jest nowotwór, inne sytuacje są nadużyciem sprzecznym z prawem)
Albo…
Nadmierna biurokracja, której przykrym skutkiem jest brak czasu na patrzenie Pacjentowi w oczy.
Frustrujące bywa wypisywanie druku ZUS ZLA (dawniej L4) bez pomyłki w piątek, po przyjęciu wcześniej tego dnia 40 osób gdy za oknem jest od dobrych kilku godzin ciemno i gdy dodatkowo puka do drzwi „ostatnia” osoba, krzycząc z szyderczym uśmiechem na twarzy: „przyjmie mnie Pan, prawda bo ja tylko po skierowanie?”
Trudno w takiej sutuacji zachować spokój, okazać temu Pacjentowi zainteresowanie, cierpliwość i jednocześnie otwarty umysł pozostając w obawie by czegoś nie przegapić.
Dla lekarza pracującego dzień w dzień z dziesiątkami Pacjentów wybrnięcie z takiej sytuacji wymaga zużycia naprawdę wielkich pokładów siły wewnętrznej.
Bardzo trudną sprawą dla lekarza idealisty, a głęboko wierzę, że wśród nas wciąż jest wielu takich, jest pogodzić się z destrukcyjnym podejściem do zdrowia i życia niektórych Pacjentów.
Chodzi mi np. o przerwanie leczenia, lekceważenie zaleceń lekarskich, bagatelizowanie groźnych objawów, oraz o sprawy takie jak palenie, jedzenie i picie na umór.
Idealiście bardzo trudno jest uwierzyć, że na głupotę nie ma lekarstwa.
Co jest najtrudniejsze?
Moim zdaniem, najtrudniej jest odmówić Pacjentowi udzielenia pomocy i zostawić go na lodzie z przyczyn od nas w danej sytuacji niezależnych.
Pozdrawiam zdrowo!
Konrad Kokurewicz
Opublikowany w inne | Komentarze (15)

16 maj 2009, 13:39
Mnie w moim zawodzie najbardziej frustruje niemoznośc niesienia pomocy nieuleczalnie chorym.To nie jest tak,ze zamykam drzwi gabinetu i zapominam o wszystkich pacjentach. Zdarza się,ze siedzę w domu i mysle np. o 39 -letnim pacjencie, którego wynik biopsji otrzymanej dzis mówi o zaawansowanym czerniaku, czy o pacjentce np z rozpoznaniem- mycosis fungoides, u ktorej stwierdziłam dzis pierwszy rozpadający sie guz , ja wiem co to oznacza, ale jak o tym powiedzieć pacjentce? Przez 15 lat jako tako udawalo sie chorobę utrzymać w ryzach ale teraz zaczęła się najgorsza , najgrozniejsza faza choroby.
Trudno wyjść z przychodni zapomnieć o wszystkim.
Części z nas udaje się wykształcić w sobie pewnego rodzaju obronę psychiczną w postaci odreagowania- jakies hobby, sporty czy zwykłe koszenie trawy ale też jest odsetek lekarzy odreagowujący sie w alkoholu.
Wszystko zależy od wytrzymałości psychicznej każdego z nas.
Poruszyłes bardzo ciekawy problem.Pozdrawiam ,
16 maj 2009, 23:42
Trudno napisać co jest NAJtrudniejsze w zawodzie lekarza. Z pewnością do trudniejszych należy bezradność. I to bezradność różnie pojmowana.
Czuję się bezradny, gdy fundujemy stentowanie lub by-passy brzuchatym grubasom, którzy nie zrobili nic w kierunku zmiany trybu życia albo refundujemy drogie leki wziewne nałogowym palaczom z POChP, którzy nigdy nie podjęli próby rzucenia nałogu, a jednocześnie cierpi lub umiera tyle osób z powodu braku środków na diagnostykę ich schorzeń, które – choć rzadsze – nie są tzw. chorobami z wyboru.
Czuję się bezradny, gdy swojego pacjenta, 25-latka z pełnoobjawowym zespołem metabolicznym, w którego leczenie wkładam swą pasję i energię, widzę za oknem McDonald’sa opychającego się ile wlezie.
Czuję się bezradny, gdy pacjent, którego znam od dłuższego czasu, nagle zachorowuje i umiera na chorobę o błyskawicznym przebiegu – np. glejaka. Brak możliwości wczesnego wykrycia ani skutecznego leczenia pokazuje jak jesteśmy maluczcy i każe nam uczyć się pokory…
Czuję się wreszcie jako lekarz bezradny gdy muszę wybierać między walką o poprawę statusu ekonomicznego (czytaj: zwiększeniem ilości godzin pracy) a byciem ojcem swej córki, która oczekuje ode mnie bym odkrywał z niż świat, a ja ją z tego czasu okradam.
Temat jest nie do wyczerpania, ale gratuluję Konradzie, że go podjąłeś!
Pozdrawiam
17 maj 2009, 1:05
pracuje jako lekarz dopiero poltora roku, ale czas w wielkiej brytanii uplywa niezwykle intensywnie pod wzgledem nabywania doswiadczenia lekarskiego -’chrzest w ogniu’. pomimo calej zdobytej wiedzy i umiejetnosci czesto nie jest sie w stanie wyrobic czasowo, niestety w dalszym ciagu nie potrafie byc w tym samym czasie w dwoch lub trzech roznych miejscach jednoczesnie
w polskich szpitalach chyba cos takiego nie funkcjonuje ale tu mamy ‘bleepy’ (pagery) – pojawiajaca sie informacja to numer na ktory trzeba niezwlocznie oddzwonic lub np informacja o pacjencie z zatrzymaniem krazenia – rzuca sie wtedy cala prace i biegnie w miejsce zdarzenia. szczytem bylo gdy pobieglem do jednego pacjenta i w czasie uciskan mostka odezwal sie bleep – nie byl to ten sam, lecz niestety nastepny umierajacy pacjent.
pewnie to tez w jakis tam sposob tak jak w powyzszych przypadkach – bezsilnosc
17 maj 2009, 21:54
u nas w polsce też takie pagery by się przydały, nie wiem na ile to praktyczny sposob informowania lekarza o złym stanie pacjenta ale wydaje się najlepszy z możliwych.
Najwiekszą bezradnośc czuje się wtedy gdy nie możemy pomóc,albo kiedy nie umiemy,wtedy nie dośc ze czuje się niemożność to jeszcze obarcza się winą ze nie potrafiliśmy danej osobie pomóc.
18 maj 2009, 20:09
mialem dzis ciekawy wyklad o problemach lekarzy ‘doctors who struggle’ i jedna z mysli wydaje mi sie sluszna, jako grupa my lekarze mamy problemy z przyznaniem sie do porazki. podobnie trudno radzimy sobie z rzeczami nie do konca dla nas jasnymi, z ktorymi nie jestesmy calkowicie obeznani -’dealing with unknown’.
18 maj 2009, 22:04
@dr_ewa999 – często sam zadaję sobie pytanie jak „o tym powiedzieć?”.
Myślę, że bardzo ważną sprawą jest wczuć się w skórę osoby po drugiej stronie biurka i przez chwilę pomyśleć.
Czego ta osoba od nas oczekuje? W jaki sposób chciałaby to usłyszeć? Czy oczekuje przede wszystkim szczerości, a może spokojnego wytłumaczenia wszystkich faktów, a może pocieszenia?
Na dzień dzisiejszy moim zdaniem sednem sprawy jest odgadnąć oczekiwania.
@dr.maciejka Maćku moim zdaniem świetnie sobie z tą bezradnością radzisz, nawet jeśli Ci się wydaje, że tak nie jest
@wiktor tak to już jest, że na raz tylko jedną rzecz można robić; nie do pozazdroszczenia hardcore z reanimacją
19 maj 2009, 20:41
Nie jestem lekarzem, ale może uda mi się wnieść coś do dyskusji, gdy napiszę co jest najtrudniejsze dla pacjenta.
Dla mnie trudne są sytuacje, gdy lekarz podczas wizyty jest jak kasjer w hipermarkecie. „Next”!
Trudne jest to, że przychodzę z obniżoną odpornością, a dostaję syrop na ból gardła.
Trudny jest dla mnie cały ten system, w którym lekarz jest wynagradzany za liczbę chorych pacjentów, a nie za liczbę zdrowych (poprawcie mnie jeśli się mylę).
Trudne jest dla mnie zaakceptowanie sytuacji, w której wiem, że jakieś 10-20% leków zostało faktycznie sprawdzonych, a reszta korzysta z wygasłych patentów i nie sprawdza długofalowo wpływu na człowieka.
Trudne jest też to, że niewielki procent leków wykazuje skuteczniejsze działanie niż placebo.
Trudne jest to, że wiem, że większość lekarzy albo nie wie o dwóch powyższych statystykach albo nie chce wiedzieć.
19 maj 2009, 22:28
@Artur – jeśli Twój lekarz zachowuje się w sposób, który Ci nie odpowiada, to zawsze możesz lekarza zmienić.
Skąd wiesz, że masz obniżoną odporność i co sam robisz by ją podnieść?
Mylisz się, nie ma systemu, o którym napisałeś. Lekarze otrzymują stawkę kapitacyjną za każdego Pacjenta, który się u nich leczy. To, czy jest zdrowy, czy chory niestety nie ma wpływu na wynagrodzenie.
Skąd posiadasz informacje o lekach?
Czekam na źródła, bo wydaje mi się, że trochę poniosła Cię fantazja.
20 maj 2009, 0:05
Wiktor pajgiery były na moim macierzystym SORze. Poza tym komórka służbowa, na którą przychodziły wyniki z labu (te podstawowe dostępne na szybko).
Denerwuje mnie przede wszystkim brak kasy i oszczędzanie na pacjencie „bo może się nic nie zdarzy skoro 5/10/15 lat tak robię i jest ok”.
To, że dyrektor za każdym razem mówi, że OIOM jest deficytowy, że zżera kupę kasy, którą zarabiają inne oddziały też boli. Zwłaszcza jeśli dorzuca stwierdzenie „wam i tak dużo pacjentów schodzi”. Schodzi czy nie – walczymy o nich, bo to też pacjenci, a ja przyrzekałem leczyć wszystkich (nie tylko pięknych i bogatych).
Co do bezsilności – swego czasu cyklicznie trafiał do nas pacjent z delirium. Przekonywaliśmy, żeby zaczął się leczyć, bo ma rodzinę itd. Pojechał na odwyk, uciekł z niego. Niedawno odbył się jego pogrzeb, bo sie zapił na śmierć.
Żona, którą maltretuje mąż i która uparcie twierdzi, że spadła ze schodów, walnęła się niechcący drzwiami od szafki też wpędza w złość i bezsilność, bo poza zszyciem i założeniem kilku plasterków nic nie możemy zrobić.
O nawale roboty i braku czasu już nawet nie wspominam (rodziny nie mam więc w święta i inne tego typu uroczystości mam dyżur jak w banku).
20 maj 2009, 19:19
Gdy czytam jak trudno być lekarzem, cieszę się, żem zdrów jak byczek i nie muszę patrzeć w oczy utrudzonym medykom. Skoro jednak sam Konrad uważa, że idealiści się wśród was jedynie zdarzają, to po co wszyscy pozostali wybrali ten zawód ? Aby się tak trudzić ? Czyżby jakieś ukryte drugie dno ?
21 maj 2009, 0:51
Cezary, rozumiem, że marzysz o świecie pełnym „Judymów”, ale powody dla których ludzie decydują się na zawód lekarza są równie liczne jak te które decydują w przypadku tych wybierających zawód (powiedzmy) mechanika samochodowego – nie mówię, że są takie same, a jedynie – równie liczne.
To, że podczas składania papierów na uczelnię nie kieruje nimi chęć bezinteresownego niesienia pomocy za wszelką cenę i urabia się po łokcie „za free” nie implikuje tego, że będą złymi lekarzami.
21 maj 2009, 18:10
Informacje o lekach posiadam od faceta, który zbierał od lekarzy dane o nowo testowanych lekach i przekazywał je firmie farmaceutycznej. Dane osoby rzecz jasna poufne.
Np. Aspiryna Bayer’a była testowana na wszelkie możliwe sposoby i przez 20 lat Bayer miał wyłączność na skład swojej tabletki. Po wygaśnięciu tej wyłączności wszystkie firmy mogą robić ten sam lek posiadając wyłącznie dane dotyczące ilości substancji czynnej w Aspirynie.
Nikogo nie interesuje, że Bayer mógł wypracować odpowiedni sposób tworzenia swojej tabletki, który zapewnia jej jakość.
Firmy syntezują ten lek na własną rękę i nie muszą go testować i badać.
Są to informacje od kogoś kto pracuje w firmie farmaceutycznej kilka lat, co więcej każdy farmaceuta wie o tym.
Co więcej wszystkie leki refundowane są właśnie tymi, które nie mają oryginalnych badań.
Jeśli chodzi o placebo to jeden z naszych znajomych opowiadał o swojej rozmowie z prezesem firmy farmaceutycznej o tym co jest najgorsze dla firmy farmaceutycznej:
1. jak pacjent wyzdrowieje
2. jak pacjent umrze
Wtedy na marginesie wspominał, że tylko 20% leków ma działanie silniejsze niż placebo.
Zastanów się czy jako lekarz nie jesteś przypadkiem trybikiem machiny biznesowej stworzonej przez przemysł farmaceutyczny.
Może właśnie na tym polega problematyczność zawodu lekarskiego, bo jaki masz wybór?
Przekreślić 6 lat studiów (nie mówiąc o praktykach, stażach i nieprzespanych nockach) i zająć się terapiami naturalnymi?
Czy też przepisywać ludziom leki ze świadomością tego, że ich twórcom nie zależy na długoterminowym wyleczeniu pacjenta.
22 maj 2009, 0:24
- „Większość leków, a właściwie ponad 90 procent, działa jedynie na 30 do 50 procent pacjentów – oświadczył dr
Roses…”
Reszta w artykule: „Glaxo chief: Our drugs do not work on most patients” – http://www.independent.co.uk/news/science/glaxo-chief-our-drugs-do-not-work-on-most-patients-575942.html
22 maj 2009, 23:38
Artur:
„Może właśnie na tym polega problematyczność zawodu lekarskiego, bo jaki masz wybór?
Przekreślić 6 lat studiów (nie mówiąc o praktykach, stażach i nieprzespanych nockach) i zająć się terapiami naturalnymi?
Czy też przepisywać ludziom leki ze świadomością tego, że ich twórcom nie zależy na długoterminowym wyleczeniu pacjenta. ”
Znam lekarzy, którzy mówią pacjentowi, że na te chorobę taki lek się daje, że producent zaleca 4 serie, ale nie jest to konieczne, dwie wystarczą, bo lek nie jest obojętny dla zdrowia.
Znam też lekarzy, którzy kiedy trzeba leczą, ale również polecają suplementy, których celem jest przywrócenie równowagi organizmu (i sami ich używają oczywiście).
Ale fakt, znam też takich, którzy stosują metody naturalne w swoje rodzinie, ale pacjentom o tym nie mówią. Kiedyś zapytałam znajomą lekarkę, dlaczego nie poleca preparatu pacjentom, przecież jej mężowi pomaga w sytuacji, kiedy medycyna okazała się całkowicie bezradna. Odpowiedziała: „nie po to się tyle lat uczyłam, żeby ziółka polecać”.
26 maj 2009, 17:03
…
otóż to.
Ale z tego wszystkiego najważniejsze jest, aby nie uogólniać, że wszyscy lekarzy są tacy lub tacy.
Każdy lekarz podejmuje decyzje o sposobie leczenia na własną odpowiedzialność. (Niestety niektórym lekarzom zabiera się uprawnienia za to, że upubliczniają dowody na nieskuteczność medycyny tradycyjnej – polecam Nowakowski – Zdrowie i Uroda).
Z mojej strony niesamowicie podniosłeś mnie na duchu Konradzie, gdy po wizycie domowej zaleciłeś mi praktycznie tylko naturalne środki, abym łatwiej doszedł do siebie. Jestem wdzięczny i polecam Cię wszystkim znajomym, robisz cholernie dobrą robotę.